Kobieta weszła po cichu do pokoju synka. Podeszła do łoża i z troską poprawiła zsuniętą pierzynę. Przyłożyła dłoń do bladych policzków. Chłopiec był rozpalony. Jego powieki drżały, a oddech był nierówny. Stan zdrowia nie poprawiał się od kilku dni. Zsunęła dłoń na małe usteczka. Pełne i krwiste.
Krystian był jej jedynym dzieckiem. Wiele lat starała się z mężem o potomstwo. Z czasem pogodzili się, że nie zagości w ich domu pociecha. Ich związek obumierał w rutynie i szarościach dni. Jakim zdziwieniem więc było, kiedy okazało się, że narodzi im się syn. Odmienił ich dotychczasowe życie, splótł na nowo serca. Dzień jego poczęcia stał się początkiem nowego życia ich wszystkich.
Do pokoju wszedł wysoki brunet.
- Kochanie, doktor już przyjechał oznajmił przyciszonym tonem.
Nie odpowiedziała.
- Prosi byś opuściła pokój na chwilę.
Złapała chłopca silnie za rączkę. Nadal milczała.
- Julio nalegał. Rozumiem twój ból, ale tak będzie lepiej. Wyjdź kochanie na chwilę nabrał błagalnego tonu. Nie powinnaś widzieć go w takim stanie.
Mocniej ścisnęła chłopca.
- To mój syn szepnęła, co w tej głębokiej ciszy i tak nie miało znaczenia. Mój. Maleńki. Jedyny
Nie pozwolisz mi się pożegnać z własnym synem?
- Kochanie
- Każesz mi odejść od niego, chociaż wiesz, że to może być jego ostatni oddech w życiu?
Spojrzała na niego z wielkim żalem. Z jej oczu bił chłód, który głęboko zraził jej męża.
- Chcesz bym wyszła? nabrała ostrzejszego tonu. Bym go opuściła? To jest mój syn! krzyknęła. Mój! I chcesz mi go odebrać?!
- Julio
uspokój się, kochanie prosił.
- Mateuszu
- zaczęła płakać. Przysięgam ci, że w mojej pamięci pozostanie jako zdrowy sześcioletni chłopiec. Nie każ mi wychodzić
Objęła męża z całych sił. On również płakał. Wiedział jak wiele bólu sprawia jego żonie widok wychudzonego, sinego Krystianka. Chciał go oszczędzić, ale nie mógł jej zabronić przebywania z synem, może właśnie w ostatnich godzinach życia. Mógł tylko trzymać ją w objęciach, nie pozwalając bezsilnej zsunąć się na podłogę.
Julia poczuła ucisk na swoim ramieniu. Odruchowo przeniosła wzrok.
Malec chudą rączką się na niej podtrzymywał . Za bardzo nie zdawała sobie sprawy co się dzieję. Chwile wcześniej jeszcze leżał w łóżku. Chłopiec szarpnął rękawem jej bluzki.
- Mamusiu
- wyszeptał z wielkim trudem. Mamo
fortepian
Nie powiedział nic więcej.
Wzięła go na ramiona i przeszła do pokoju obok. Na sofie pod ścianą czekał doktor. Przywitał się skinieniem głowy. Na środku pomieszczenia stał stary, zadbany fortepian. Posadziła do niego syna. Po chwili wrócił Mateusz z zestawem nut. Nie zdążył dojść do instrumentu, a chłopiec opuścił bezwładnie palec na jeden z klawiszy.
Wszyscy wstrzymali oddech czekając na to, co ma nastą

ić. Wpatrywali się w niego z uwagą, gotowi na wszystko. Spodziewali zaprzestania prób chłopca na tej jednej nucie. W pokoju zaległa cisza.
Krystian podniósł rączki kilka centymetrów ponad klawisze. Zaczął powoli. Zmarszczył czoło i zacisnął oczy. Jakby próbował przypomnieć sobie melodię. Dźwięki odbijały się echem od ścian. Coraz szybciej i bardziej rytmicznie. Rozbrzmiała dziecięca piosenka. Uwielbiał ten utwór. Sprowadzał niezwykłą wesołość i uśmiech na twarze domowników. Niestety, ten ostatni raz brzmiał zupełnie inaczej. Niósł ze sobą smutek i gorycz. Zapowiedź ostatecznego.
Siny palec zsunął się z jednego z klawiszy, wywołując wysoki nieprzyjemny dźwięk. Kolejny nie uderzył tam gdzie trzeba. Julia podjęła jego grę, licząc, że pomoże mu utrzymać melodię. Pokój wypełniły nie współgrające ze sobą brzmienia. Mieszanka wysokich i niskich tonów. Krystian ostatkiem sił podtrzymywał grę, chwiał się na boki. Silne uderzenie w klawiaturę przerwało piosenkę. Głowa chłopca odbiła o instrument.
Nie było już pianisty, fortepian zamienił się w gromadkę drzazg. Odeszli ludzie. Pozostał pusty dom. Tylko ciągłe echo klawiszy świadczyło, że kiedyś, w tych czterech ścianach, żył chłopiec o promiennym uśmiechu.